Rząd chce zwiększyć liczbę sędziów imigracyjnych

Departament sprawiedliwości pracuje nad programem zwiększenia liczby sędziów orzekających w sprawach dotyczących deportacji nielegalnych imigrantów w 12 najbardziej potrzebujących amerykańskich miastach – pisze agencja Reutera, powołując się na źródła w Białym Domu.

Rząd zamierza w pierwszej kolejności zachęcić do przenosin do tych miast ochotników, ale nie wyklucza też możliwości oficjalnego delegowania sędziów. Nie wiadomo, jak wielu sędziów miałoby być objętych tą procedurą.

Reuters wskazuje, że o zwiększenie składów sędziowskich w kilkunastu wielkich miastach USA, gdzie prowadzone są postępowania wobec nielegalnych imigrantów, którzy dopuścili się ciężkich przestępstw i w związku z tym – w świetle styczniowego dekretu prezydenta Donalda Trumpa – podlegają deportacji, zwróciło się ministerstwo bezpieczeństwa krajowego. “Jest to o tyle zaskakujące, że sądy podlegają resortowi sprawiedliwości”. Ten ostatni siłą faktu musi być również zaangażowany w ten projekt – zaznacza Reuters.

Rzeczniczka biura ds. monitorowania migracji w departamencie sprawiedliwości, potwierdziła, że wśród miast, które najbardziej potrzebują wzmocnienia składów orzekających o deportacjach, są: Nowy Jork, Los Angeles, Miami, Nowy Orlean, San Francisco, Baltimore, Bloomington, El Paso i Harligen w stanie Teksas, Imperial w Kalifornii, Omaha w stanie Nebraska i Phoenix w Arizonie.

W miastach tych toczy się więcej niż połowa wszystkich 18 tys. spraw dotyczących nielegalnych imigrantów mających na koncie poważne przestępstwa.

Ze względu na niewielką ilość sędziów imigracyjnych oraz ilość spraw przez nich rozpatrywanych, okres oczekiwania na sprawę imigracyjną może wynosić od 200 do 300 dni. W przypadku gdy potrzebna jest druga rozprawa lub osoba odwołuje się od orzeczena, czas oczekiwania wynosi przeszło 200 dni.

W połowie lutego minister bezpieczeństwa narodowego John Kelly poinformował, że służby imigracyjne USA aresztowały w ostatnim czasie ponad 680 nielegalnych imigrantów, z których około 75 proc. było skazanych za różne przestępstwa. Wszystkie aresztowane osoby “stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa, bezpieczeństwa granic lub integralności systemu imigracyjnego w naszym kraju” – podkreślał minister.

Kelly sprecyzował, że aresztowani imigranci byli skazani za różne przestępstwa, w tym “zabójstwo, czynną napaść seksualną, czyny lubieżne z udziałem dziecka, nieprzyzwoite zachowanie w obecności osoby niepełnoletniej, przemyt narkotyków, pobicie, napaść, jazda pod wpływem narkotyków i zarzuty związane z posiadaniem broni palnej”.

Jako kandydat w wyborach szefa państwa Trump zapowiadał stanowczą walkę z nielegalną imigracją. Krótko po zaprzysiężeniu na urząd podpisał dekret, na mocy którego każdy imigrant przebywający w USA nielegalnie może zostać poddany przyspieszonej deportacji, a zwłaszcza osoby z zaległym nakazem deportacji lub które były skazane wyrokiem sądu, dopuściły się oszustwa lub co do których zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, np. naruszenia przepisów imigracyjnych.

Za prezydentury Baracka Obamy rząd skupiał się na deportacji imigrantów przebywających w kraju nielegalnie i stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa oraz tych, którzy nielegalnie przekroczyli granicę w ostatnim czasie. Mimo węższych kryteriów niż w przypadku dekretu Trumpa, za prezydentury Obamy deportowano ponad 2 mln osób, w tym 409 tys. osób w rekordowym pod tym względem 2012 roku.

Leave a Reply